fbpx
zachód Tonle Sap, Komopong Phunk, Siem Reap, Kambodża

Wioska na wodzie i zachód słońca nad jeziorem Tonle Sap.


,,Floating village” jako pływająca wioska niedaleko Siem Reap, Kambodża.

Siem Reap – miasto w Kambodży, do którego przylecieliśmy na dwa dni. Pierwszego dnia zwiedzaliśmy mury kompleksu Angkor Wat, o czym pisałam w tym poście. Natomiast przedpołudnie drugiego dnia spędziliśmy odsypiając jet-lag i korzystając z promyków słońca nad hotelowym basenem ( bo przecież w Polsce połowa stycznia – zima i śnieg!). Po południu pojechaliśmy na zachód słońca nad tajemnicza pływająca wioskę. Jest to malutka, rybacka osada, położona nad wielkim, indonezyjskim jeziorem Tonle Sap u dopływu Mekongu. Tych wiosek jest tu wiele, ale najpopularniejsze to Kompong Phluk i Chonk Kneas. Wybraliśmy najbliższą, oddaloną godzinę drogi od Siem Reap.    

Jezioro, w którym woda jest koloru kawowego jest najbardziej zarybionym akwenem na świecie.

Kompong Phluk oznacza przystań kłów. Tonle Sap jest najbardziej zarybionym akwenem słodkowodnym na świecie. Średnie rocznych połowów wahają się granicach 200 ton rocznie. To naprawdę bardzo dużo.

rybacy naprawiający sieci w Komopong Phluk, Siem Reap, Kambodża
komisariat w Kompong Phluk, Siem Reap, Kambodża


Życie na wsi i benzyna w plastikowych butelkach…

Pływająca wioska była naszym celem na po południe. Luke -nasz kierowca tuk tuka przyjechał po nas pod hotel. Ruszyliśmy, droga miło płynęła, mimo, iż porządnie wiało. Wyjeżdżając z miasta zaobserwowaliśmy coraz bardziej widoczne zacieranie różnic między miastem, a wsią. Budki i stragany były coraz mniejsze, gorzej wyglądające. Między jedzeniem można było zauważyć butelki whisky np. Red Labels, wypełnione benzyną. Kierowcy tuk tuków woleli tanio kupić benzynę z butelki, niż na stacji benzynowej, gdzie jej ceny wahały się w granicach 2000 – 3500 RM. Małe, brudne, przydrożne niby knajpki wraz z grilami i całym zaopatrzeniem serwowały jedzenie przy samej jezdni. Klienci siedzieli na plastikowych krzesłach, przy stołach z kolorowymi ceratami jedząc z plastikowych naczyń. Tak wygląda tam życie mieszkańców. Do dziś pamiętam obraz białej krowy, tak chudej, że można było zobaczyć wszystkie jej kości. Przemieszczając się dalej w głąb terenów wiejskich, restauracji jest coraz mniej i są bardziej ubogie. Zbliżając się do celu, przejeżdżaliśmy przez wioskę w której był targ. Było tam dużo jedzenia, wszędzie roznosił się zapach ryb, pełno stanowisk grilowych z pieczonym mięsem, czy rybami i owocami morza. Wszędzie brudno, powylewana woda, łatwo odczuć panujący dziwny, specyficzny zapach.

Wystające pale w porze suchej. Bilety wstępu.

Zatrzymaliśmy się na stacji kupić bilety wstępu. Luke- nasz kierowca, poinformował nas o możliwości skorzystania z toalety. Jako, że piję dużo wody pobiegłam pierwsza. Toaleta – kibel obok studnia i dwa rondle, tak się spuszcza wodę ( nie wierzyłam, gdy K opowiadał, że tak jest na Filipinach). Bilety kosztowały 20$, a w gratisie dostaliśmy maski, gdyż dalsza część trasy przebiega drogą, pokrytą gliną, wzdłuż zielonych pól ryżowych. 

domki w na wodzie w Tonle Sap, Siem Reap, Kambodża
toaleta w Kompong Phluk, Siem Reap, Kambodża
pola ryżowe w Kompong Phluk, Siem Reap, Kambodża


Po obu stronach były kanały, czyżby pozostałości kanałów irygacyjnych? Był styczeń – pora sucha, dlatego wody koloru kawy z mlekiem było dość niewiele. Natomiast wbite pale, dokładnie sugerowały, jaki może być stan wody podczas pory deszczowej. Uwierzcie wysoki, nawet bardzo. 

Rejs po rzece wśród okolicznej ludności.

Kierowca dowiózł nas do kolorowych łodzi. Przydzielono nam przewodnika, kierowcę łódki, prawdopodobnie mieszkańca Kompong Phluk. Był to młodziutki chłopak, który niestety ni w ząb nie znał angielskiego. Wsiedliśmy do łódki, a nasz sternik próbował zwinnie odepchnąć łódź. W końcu, mimo sporego ruchu, wypłynęliśmy, podczas gdy inne łódki już wracały do portu. Jadąc tam, już widzieliśmy niektóre zabudowania postawione na palach, ale w tym miejscu już każdy dom był na nich postawiony

Była godzina 16. Dokoła obserwowaliśmy mieszkańców. Nie zwracali na nas uwagi, żyli tam we własnym rytmie. Było mi strasznie głupio, że podglądałam, jak żyją inni. Nie wiedziałam, gdzie mam podziać oczy Było mi przykro, widząc jak ciężkie życie prowadzą tu mieszkańcy. Wioska funkcjonowała dzięki rybołówstwu. Wbrew pozorom od początku myślałam, że ta rzeka jest tak zanieczyszczona gliną, że nie ma szans tam żyć żadna ryba. Okazało się jednak, że jest to doskonale zarybione jezioro i połowy ryb są ogromne

Dodatkowo mieszkańcy żyją z turystyki tzn. mam nadzieję, że chociaż cześć płaconych przez nas biletów idzie dla mieszkańców np. kierowca łodzi czy panie pływające na łódkach, przypominających kajaki przez las namorzynów. Domki na palach zbudowane były z blachy, czasami miały nawet dwa piętra, jedne były mniejsze, inne większe. Na balustradach wisiało pranie. Jednak większość osób skupiona była wokół łodzi, przygotowywali je na następny dzień na połów, naprawiali sieci czy same łodzie. Dzieci biegały boso, po tej zanieczyszczonej śmieciami ziemi, bawiły się, widać było, że były szczęśliwe. 

 

kawowa woda w jeziorze Tonle Sap, Siem Reap, Kambodżą
domy na wodzie w pływającej wiosce, Siem Reap, Kambodża


Restauracja na wielkiej tratwie.

Dopłynęliśmy do drewnianej wielkiej tratwy, czyli przystani, gdzie turystów odbierał Pan, starszy już, dobrze mówiący po angielsku i kierował na kolejną atrakcję – przepłyniecie łódką za 3$ wśród drzew namorzynów, którymi sterowały kobiety z wioski. W drugiej części znajdowała się restauracja, gdzie proponowano mięso z krokodyla i z węża, a obok w klatkach był zamknięty krokodyl i wielka żmija. Wyszliśmy na taras widokowy zrobić parę zdjęć i popłynęliśmy na pełne jezioro, podziwiać nadchodzący zachód słońca . 

woda z kokosa na Tonle Sap, Siem Reap, Kambodża
stoisko z owocami, Komopong Phluk, SIem Reap Kambodża
łódki z paniami w lesie namorzynowym, Komopong Phluk, Siem Reap Kmabodża
hamak w restauracji Kompong Phluk, SIem Reap, Kambodża


Zachód słońca
nad taflą jeziora Tonle Sap.

Łódki ustawiały się jedna za drugą, byliśmy drudzy. Zacumowaliśmy i czekaliśmy na zachód. Słońce zmieniało swoje barwy od żółtej, przez pomarańczową, różową, czerwoną i lekko filetową, aż w końcu zaszło. Zachód był naprawdę ładny, lecz spodziewałam się czegoś naprawdę WOW. Czasami przy zachmurzeniu pojawiają się nieprawdopodobne kolory, jednak w tym wypadku chmur było zbyt dużo.

zachodzące słońce nad jeziorem Tonle Sap, Siem Reap Kambodża
zachód słońca nad Tonle Sap, Siem Reap, Kambodża
zachód słońca z łódki na Tonle Sap, SIem Reap Kambodża
jezioro Tonle Sam, Siem Reap, Kambodża


Wieczorne życie mieszkańców.

Kiedy wracaliśmy było już dość ciemno, zrobiło się zimniej, byłam trochę przerażona. Mieszkańcy wracali łódkami do domów, cumowali łodzie, wykonywali ostatnie prace. Palili ogniska, w których za pewne przygotowywali jedzenie – swoje kolacje. I tak podglądając ich życie i codzienne czynności wracaliśmy, rozmyślając o tym co widzieliśmy. Nie zatrzymaliśmy się w żadnej przystani, nie spędziliśmy czasu z mieszkańcami, nie oglądaliśmy żadnego domku od środka, mimo iż nam proponowano. Nie czulibyśmy się komfortowo wchodząc z buciorami do czyjegoś domu, zobaczyć jak żyje, mieszka, pracuje, sprząta. Byłby to kompletny brak poszanowania czyjegoś życia.

dzieci w wiosce Komopong Phluk, Siem Reap Kambodża
prace na łodzi, Kompong Phluk, Siem Reap, Kambodża


Nocny powrót w pomarańczowym pyle.

Droga powrotna była straszna, tuk tuk poruszający się pomiędzy pędzącymi samochodami, powodującymi wielka pomarańczową chmurę pyłu nie był niczym przyjemnym ( byłam cała pomarańczowa). Dopiero wyjeżdżając na asfaltową jezdnię, sytuacja się poprawiła i mogłam coś zobaczyć spod mojej czapki z daszkiem. W przejeżdżających wioskach to była pora kolacji, ludzie zasiadali przy plastikowych stołach na zewnątrz, zastawionych jedzeniem. To był czas biesiadowania, jedli, bawili się, czasami oglądali telewizję w malutkich ekranikach. Widać było, że cieszą się sobą, są szczęśliwi i odpowiada im ich styl życia.

Czy warto odwiedzić Kompong Phluk?

Moim zdaniem tak, nie żałuję decyzji, że pojechaliśmy zobaczyć akurat tą wioskę i na to wykorzystaliśmy jedne z dwóch dni, które spędziliśmy w Siem Reap w Kambodży. Nie spotkało nas zjawisko traktowania turystów jak bankomaty, czy namawiania i wymuszania napiwków. Nie kazano nam płacić za nic, czego nie chcieliśmy, nie widzieliśmy, aby turyści rzucali różne produkty dla okolicznych mieszkańców o czym wspomniał Łukasz Kędzierski. Nie popłynęliśmy z mieszkankami wioski przez las namorzynów, także nie doświadczyliśmy prób wciskania przekąsek, czy kupowania szkolnych zeszytów dla okolicznych dzieci, o czym przeczytałam na blogu Podróżowiska.pl.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz go udostępnić, aby przeczytali inni.

 

Dołącz do Facebooka, Instagrama, Tweetera, Paintresta, aby być na bieżąco z nowościami

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.